Najważniejsze tematy w malarstwie Edwarda Muncha

Submitted by on

Edward Munch, najwybitniejszy norweski malarz, od wczesnych lat dziecinnych oswajał się ze śmiercią. Najpierw widział powolne umierania matki, która do ostatnich chwil swojego życia próbowała dać dzieciom dobre wspomnienia. Właśnie Edward był jej ukochanym dzieckiem i to z nim chodziła na długie spacery, trzymając go kurczowo za rękę i wciąż mu coś opowiadając. Jeszcze bardziej traumatycznym przeżyciem dla Muncha była śmierci starszej siostry Marii, która długo i niesłychanie boleśnie odchodziła chora na gruźlicę. Ojciec był lekarzem wojskowym, ale nie mógł pomóc swojemu dziecku. Jego jedyną odpowiedzią na odchodzenie kolejnej osoby w rodzinie była surowa religijność, która przejawiała się w śpiewaniu luterańskich pieśni. Do tego śpiewania zmuszał zresztą pozostałych członków rodziny. Edward nienawidził obsesyjnej religijności ojca. Jego dzieciństwo i młodość upływały pod hasłem obsesji śmierci. Nic więc dziwnego, że w pierwszych obrazach młodego artysty ta obsesja powraca. Jego malarstwo jest przesiąknięte strachem przed odchodzeniem, samotnością w obliczu śmierci, niepewnością, żalem, fatalistycznymi obsesjami. Głęboka religijność ojca, a także ciotki, która zajmowała się całą rodziną negatywnie wpływała na życie duchowe Muncha. W pewnym momencie doprowadziła nawet do tego, że wyrzekł się religii w ogóle. Później już do niej nigdy nie wrócił. Uważał, że świat jest próżnią, w której człowiek znalazł się zupełnie przypadkowo. Z trudem wywalczył swoją drogę malarską. Ojciec miał mimo wszystko bardzo pragmatyczne podejście do życia. Uważał, że jego syn musi zdobyć jakiś praktyczny zawód. Inżynierski tytuł zdawał się wymarzony. Muncha jednak zupełnie to nie interesowało. Co prawda podjął naukę i równie szybko z niej zrezygnował. Zrozumiał, że nie może być inżynierem. To malarstwo było jego powołaniem. W tych wyborach, o dziwo, wspierała go ciotka. Od początku jednak malarstwo Muncha odległe było od obowiązujących wzorców. Nie odtwarzał on naturalnego świata, ale zajmował się opisywaniem za pomocą pędzla swoich emocji i obsesji. Nic więc dziwnego, że podczas pierwszej wystawy, na której Munch zaprezentował dwa swoje obrazy, spotkał się z tak wielką krytyką i potępieniem. Po prostu nie rozumiano jego stylu malarstwa ani tematyki. Warto zresztą dodać, że stolicą Norwegii była wtedy Krystiania, niewielkie miasto o dość prowincjonalnym charakterze, której daleko było do Paryża, czy choćby Berlina. Zresztą niedługo po wyjeździe Muncha z Norwegii i jego podróży po Francji, to właśnie Berlin stał się jego ukochanym miastem. Tam tworzył najwybitniejsze swoje obrazy, a jednocześnie zafascynował się ówczesną muzą europejskiej bohemy, Dagny Juel, która niedługo stała się żoną Stanisława Przybyszewskiego, innego geniusza końca wieku. W owym okresie zresztą Berlin fermentował. Był pełen nowych idei, myśli, książek, obrazów, kultury. W Berlinie mieszkali najwybitniejsi wtedy przedstawiciele kultury europejskiej. Munch namalował tu kilka obrazów, w których często powracała postać Dagny. Tu zresztą zorganizowano mu dużą wystawę, na której zaprezentował 55 obrazów, uznanych przez zachowawczą krytykę za obrazoburcze. W rzeczywistości stały się najwybitniejszymi dziełami symbolicznymi. Obrazy Muncha są niepokojące, wstrząsające, nieprzewidywalne. Wciągają nas w swoją bezdenną otchłań. Boimy się ich, niepokoją nas, jednocześnie będąc swoistym katharsis. Oddają bowiem to, czego się lękamy, czego nawet nie chcemy nazwać. Munch robi to za nas, w ten sposób oferując nam wyzwolenie.

Zostaw opinię